Nowy Rok i nowy ja…lecz nie zupełnie

Minęło dosyć dużo czasu od regularnego wypisywania moich uczuć tutaj na blogu.Musiałem podjąć wiele decyzji,zmienić wiele rzeczy,przemyśleć wiele rzeczy,walczyć z wieloma myślami które kłębiły się w mojej głowie.Zacznijmy może od tego że wreszcie pracuję.W końcu czuję się komuś potrzebny.Nie chodzi mi teraz o to że nigdy nie czułem się potrzebny.Owszem czułem się ale nie aż tak.Może mam dziwny światopogląd i niską samoocenę ale na ten czas nie wiem jak to zmienić i czy w ogóle da się to zmienić.Co działo się przez czas jak nie pisałem tutaj tego co czuję ? Głównie wciąż ciężki czas.Mnóstwo przemyśleń,mnóstwo smutków i mało pozytywnych rzeczy w tym wszystkim.Jak spędziłem swojego Sylwestra ? Oczywiście beznadziejnie.Jedyny plus to towarzystwo znajomego a właściwie wproszenie się do niego na spotkanie w domu z resztą jego kolegów.Oczywiście wszyscy młodszy ode mnie.Niezbyt miło przeżyłem ten czas jednak tego wieczoru stało się coś istotnego.Coś co zabiło mnie w pewnym sensie a za razem rozjaśniło mi umysł i dało nieco nadziei.Opowiem Wam co konkretnie się wydarzyło.Siedziałem sobie w pokoju mojego znajomego z resztą kolegów i patrząc się jak moi kompani sączą piwo siedziałem tak patrząc się na nich trzymając małego królika miniaturkę koloru biszkoptowego którego delikatnie głaskałem a ten maluszek wtulał się w moje dłonie i powoli przymykał swoje małe czarne oczka.Przebywanie z drobnymi zwierzętami daje mi nieco ciepła,otuchy.Mam wrażenie że zwierzęta rozumieją mnie lepiej niż ludzie bo wśród ludzi tak naprawdę mało kto mnie rozumie.Skąd wziął się tam królik którego głaskałem ? Otóż młodszy brat mojego kolegi dostał od rodziców w prezencie owe zwierzątko.Gdy dowiedziałem się o tym byłem zdenerwowany ponieważ jestem przeciwny wręczaniu żywych stworzeń jako prezent.Jest to dla mnie zabawa życiem.Owszem jest istotne jak właściciel zachowa się zwierzątkiem które dostanie lecz nie mniej jednak uważam że nie powinno się odbywać coś takiego.Każdy z nas chce żyć i cieszyć się życiem.To oczywiste i w pełni zrozumiałe.Wracając do Sylwestra.W pewnym momencie zszedłem na dół domu kolegi.W małym salonie siedział na kanapie jeden z jego kolegów który wpatrywał się w ekran telewizora który wyświetlał film akcji.Siedział tak wpatrzony w telewizor z bezsensem wymalowanym na twarzy czyli tym samym wyrazem twarzy co u mnie i tym samym imieniem ponieważ też nazywa się Konrad.Spytał co u mnie i zaproponował abym usiadł na kanapie i abyśmy pogadali.Pomimo czteroletniej różnicy wieku rozmawiało mi się z nim naprawdę dobrze.Widać że też brak mu miłość.Że tak jak ja walczył o coś co i tak już nie powróci.To zabawne że z pozoru takie niepozorne uczucie jak miłość może być między innymi lekiem na depresję i tym samym postawieniem poszkodowanej przez los osoby na nogi.Miłość dodaje skrzydeł oraz zabija.Zgadza się.To również śmiertelna trucizna a za razem cudowny lek.Wiele ryzykujemy dając komuś w „ciemno” naszą miłość ,dzieląc się nią z drugą osobą.Wrócę do tego co tak istotnego stało się tamtego wieczoru.Otóż przytoczony kolega Konrad jest a właściwie raczej był przyjacielem mojej byłej dziewczyny.Co mnie zabiło w tej rozmowie ? Dowiedziałem się że moja była dziewczyna ma już nowego chłopaka i że mieszka on w mieście w którym ona się uczy.Od razu w głowie wiedziałem już czemu nie widywałem Patrycji w weekendy u mnie na wsi lub raczej na naszej wsi.Była to wiadomość która z początku mnie zabiła.Wiem już teraz że nie mam po co więcej o nią walczyć ponieważ wiem że teraz kto inny okazuje Jej miłość a Ona tej osobie.Nie interesuje mnie już czy to miłość prawdziwa czy taka miłość jak nasza ala :nigdy Cię nie kochałam tylko nie chciałam Ci powiedzieć aby mi nie było przykro.Jeśli coś takiego się wydarzy to może mi być tylko szkoda chłopaka który wpadnie w taką pułapkę i potem tak samo jak ja będzie oskarżany o prześladowanie ale to już nie jest epizod w którym występuję ponieważ to ich życie i nie zamierzam się w nie mieszać.Co postawiło mnie na nogi ? Na pewno fakt świadomy że nie mam po co się starać i po co o Niej myśleć ponieważ już dawno ma mnie gdzieś.Co mnie w pewnym sensie rozbawiło i zażenowało ? Zażenowało mnie Jej zachowanie a właściwie to że rozsyłała swoim znajomym zdjęcia rozmów z swoim teraźniejszym chłopakiem przy tym dodając swoje komentarze jacy to oni są szczęśliwi.Publiczne chwalenie się miłością uważam za zachowanie poniżej norm ludzkich.Uważam że miłość powinna być czymś intymnym i nie powinna szukać rozgłosu lub żebrać o miłe komentarze i „rzyganie” tonami serduszek oraz emoji z serduszkami w oczach i tekstami „och” „ach” „słodko”.To nie jest nawet dziecinne.To jest po prostu żałosne.Nie uważam swoich własnych zachowań za idealne lecz takie zachowania jak afisz miłością są po prostu żałosne.Podczas rozmowy z owym kolegą gdy dowiedziałem się o tym że rozsyła znajomym zdjęcia prywatnych rozmów z chłopakiem oraz publikuje to też na zbiorowej konwersacji czyli na grupie od razu zobaczyłem nie kobietę którą kochałem a małą dziewczynkę która szuka atencji wśród znajomych używając do tego faktu że nie jest już sama i że ktoś obdarza ją miłością.A może już wcześniej była obdarzana miłością tylko była tak bardzo zaślepiona w swoich przekonaniach że nie zauważyła tego lub nie chciała zauważyć.Jest mi smutno że dalej jestem sam a za razem czuję się wolny myślami od Niej. W pierwszy dzień Nowego Roku aby wszystko zacząć na nowo wróciłem do treningu siłowego,posprzątałem swój lekko zapuszczony tygodniowym brudem pokój oraz pozbyłem się rzeczy związanych z moją dawną ukochaną.Pozbyłem się ich z dużą brutalnością,precyzją a za razem nerwami które mieszały się z ulgą.W rzeczach tych był kubek z serduszkiem i napisem „nie uciekniesz mi” oraz poduszka w kształcie serduszka.Kubka się jeszcze nie pozbyłem bo zorientowałem się że moja mama umyła go i wstawiła do szafki kuchennej.Zamierzam jutro poćwiczyć moją celność w strzelaniu z wiatrówki długiej na owym kubku.Swojego czasu wręcz wyborowo strzelałem z wiatrówki krótkiej jak i długiej.Wszystko na duży dystans.Może tym razem też warto wrócić do ćwiczeń na przedmiocie który i tak dawno powinien być zniszczony ? Co do poduszki podpaliłem ją za pomocą domowo zrobionego miotacza ognia a popiół pozostawiony przez palenisko rozrzuciłem na lekkim wietrze owego popołudnia.Do tej pory czuję ulgę lecz nie zaznam jej do końca dopóki wszystkie przedmioty nie zostaną zniszczone a pozostał mi tylko kubek.Jutro po pracy lub z samego ranka postaram się aby nie pozostał po nim żaden ślad.Co do mojego bloga zamierzam dalej pisać i przenieść go na inną witrynę.W następnym wpisie podam Wam drodzy czytelnicy oraz czytelniczki link do mojego nowego bloga.Życzę Wam miłego wieczoru oraz dobrej nocy i dziękuję że jesteście ze mną :)

2 comments on “Nowy Rok i nowy ja…lecz nie zupełnie

  1. Ja również poczułam ulgę, bo zaczęłam się martwić jak tak długo nie pisałeś, ale cieszę się, że w Twoim życiu nadeszły zmiany. Życzę Ci celności podczas strzelania do kubka. Chociaż ten miotacz ognia to chciałabym zobaczyć :D
    Przyszedł czas zrobić parę kroków w przód…
    Bardzo się cieszę, że jesteś i nie poddałeś się. Powodzenia!

    1. Dziękuję Ci za wsparcie i cieszę się że Ty się cieszysz.Co do strzelania udało mi się całkiem dobrze.Fakt że co do miotacza ognia mogłem nagrać filmik ale było już dosyć ciemno gdy dokonałem egzekucji na przedmiotach które kiedyś coś znaczyły.Tak czy inaczej nie zamierzam się poddać i dziękuję Ci za motywację.Gdziekolwiek jesteś myślę o Tobie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *